37% Brytyjczyków nie wierzy, że ich praca daje światu coś sensownego, a 40% Holendrów sądzi, że nie ma powodu aby ich praca istniała. David Graeber, autor książki Praca bez sensu. Teoria opisał pracę bez sensu (bullshit job) jako formę płatnego zatrudnienia, które jest całkowicie bezcelowe, niepotrzebne – tak, że nawet pracownicy nie są w stanie uzasadnić jej istnienia. Wiele zawodów związanych z marketingiem jest bez sensu. Jednak praca w marketingu może być użyteczna i ważna – może mieć sens.

 

Czym jest “Praca bez sensu”?

 

W 2013 roku magazyn STRIKE! opublikował esej O fenomenie pracy bez sensu Davida Graebera – artykuł, który odbił się szerokim echem w mediach. W 2018 roku została wydana książka Praca bez sensu. Teoria, w której rozwija on myśl zawartą wcześniej w swoim eseju. Opisuje Bullshit Joby jako bezcelowe, chociaż bardzo często dobrze płatne zawody, których pracownicy są powszechnie szanowani, mimo bezsensowności ich pracy i kłamstwa, które za nim stoi.

 

Graeber wyróżnia pięć kategorii bullshit jobów: 1) lokajów, którzy mają dbać o to, by przełożeni czuli się ważni (recepcjoniści, portierzy) 2) zbirów, którzy działają agresywnie w imieniu swojego pracodawcy 3) łataczy z taśmą, łagodzących problemy, których można było uniknąć 4) odfajkowywaczy, kryjących swoją bezużyteczność za stertą papierów i 5) nadzorców, którzy zarządzają lub tworzą dodatkową pracę dla tych, którzy jej nie potrzebują.

 

Gdzie w tym wszystkim marketing?

 

Zawody związane z marketingiem zasadniczo znajdują się w trzech kategoriach, na przykład: telemarketerzy i PR’owcy to zbiry; dziennikarze wewnątrz-korporacyjni to odfajkowywaczje; a kierownictwo średniego szczebla to nadzorcy. 

 

Przyjrzyjmy się dwóm profesjom, które opisuje Graeber: kierownictwu średniego szczebla i dziennikarzom wewnątrz-korporacyjnym:

 

Kierownictwo średniego szczebla możemy podzielić na dwie subkategorie: w pierwszej zawiera się rola przydzielania pracy innym, nie wytwarzając niczego samemu, np. dawanie zadań, sprawdzanie i pisanie raportów z ich wykonania, podczas gdy pracownicy mogliby tę pracę wykonać samemu. W drugiej subkategorii znajdują się wszystkie posady, które skupiają się na tworzeniu bezsensownych zadań dla innych, bezsensownym nadzorowaniu, czy tworzeniu zupełnie niepotrzebnych stanowisk – zazwyczaj dzieje się to jednak w instytucjach publicznych.

 

Dziennikarze wewnątrz-korporacyjni – w wielu dużych firmach istnieją firmowe czasopisma czy nawet kanały telewizyjne. W teorii ich praca ma skupiać się na informowaniu innych pracowników na temat nowości czy zmian, które są wdrażane w firmie, jednak jak pisze Graeber: w rzeczywistości istnieją tylko po to, by ich przełożeni mieli możliwość doświadczyć tego ciepłego, przyjemnego uczucia, kiedy widzi się pozytywny artykuł o sobie, albo kiedy rozmawia się z dziennikarzem nie zadającym niewygodnych pytań. Mówiąc krótko – są to osoby, których pensja (często dwukrotnie, czy trzykrotnie większa od przeciętnej rynkowej stawki) jest wynagrodzeniem za sprawianie przyjemności przełożonym. Jak dodaje Graeber: Nie rozmawiałem nigdy z nikim, kto miałby taką posadę na cały etat i nie uważał jej za bezsensowną.

 

Podsumowując: te zawody nie wytwarzają żadnych rzeczywistych dóbr, ani nie przynoszą istotnych rozwiązań. Ich istnienie jest podyktowane irracjonalnym powodami.

 

Graeber przytacza dwa badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii i Holandii. W pierwszym, przeprowadzonym przez YouGov, 37% Brytyjczyków odpowiedziało, że ich praca nie daje światu nic sensownego, 13% było niepewnych tej tezy.

 

W drugim, przeprowadzonym w Holandii, 40% pracowników stwierdziło, że istnienie ich zawodów nie ma sensu.

 

Dlaczego Graeber nie do końca ma rację?

 

Graeber zebrał opinie wielu osób, pracujących w różnych zawodach i stworzył dobre napisaną książkę o bezsensownych zawodach.

 

Jednak jak wskazuje Nick Irving w swoim tekście Unpacking the Millennial Work Ethic: Książka nie dotyka prawie złożoności używania wybiórczych zeznań i opinii jako źródła, pomimo dostępności ogromnej interdyscyplinarnej literatury naukowej na ten temat. [..] Autor nie zadaje sobie trudu uwzględnienia kulturowych (czy nawet społecznych) czynników, które mogły wpłynąć na postrzeganie własnej pracy jako bezsensownej przez daną osobę. mówiąc inaczej – jak możemy być pewnie tego jakie zawody nie mają sensu, kiedy jest to wynik subiektywnej oceny, która może być myląca i niesłuszna? 

 

Czy jest jakiś o b i e k t y w n y sposób na zmierzenie bezsensu danego zajęcia? Respondenci badani przez YouGov odpowiadali zostali zapytani o sensowność swojej pracy, Holendrzy pytani byli o wartościowy wkład. Zatem “wartościowość” pracy może być kluczem do zmierzenia bezsensowności zajęcia. 

 

Co znaczy “wartościowa praca” i czy marketing może być wartościowy? 

 

Nie ma jasno ustalonej definicji “wartościowej pracy”. Większość badań i artykułów dotykających tej tematyki skupiają się jednak wokół jednego wniosku: taka praca musi być częścią czegoś większego, służyć czemuś wyższemu.

 

Marketing, w tej czy innej formie, istnieje od setek, jeżeli nie tysięcy lat. Od greckich Sofistów (których dziś nazwalibyśmy pewnie nauczycielami PR, albo doradcami PR), aż do rzymskich szyldów reklamowych zachowanych pod wulkanicznym popiołem Pompei. Marketing spełnia ważną rolę społeczną, dlatego jego ślady możemy odnaleźć w tak dawnych czasach.

 

Dzięki marketingowi (reklamom itd.) klienci są w stanie uzyskać informacje, których potrzebują do racjonalnego zakupu. Wliczają się w to podstawowe informacje, jak dostępność danego produktu, czy sklepów gdzie możemy dokonać zakupu, aż do bardziej zaawansowanych jak to kto jest producentem i czy dany obiekt jest cruelty-free i fair-trade.

 

Z drugiej strony, marketerzy są elementem łączący klienta i dostawcę. Zarządzają oczekiwaniami klientów względem produktów czy usług, starając się poznać i zrozumieć czego klienci chcą i przekazują to firmie. To przynosi zysk nie tylko ich pracodawcom, ale co istotniejsze – nam, klientom. 

 

Podsumowując: praca w marketingu zdecydowanie może służyć czemuś wyższemu, dawać coś wartościowego światu i społeczeństwu. Marketing jest narzędziem, dzięki któremu codzienne życie klientów (czyli całego społeczeństwa) staje się coraz lepsze i wygodniejsze, chociażby poprzez „zarządzanie” ich oczekiwaniami czy dostarczanie informacji, których ci potrzebują.

 

Zmieńmy delikatnie pytanie zadane przez YouGov “Czy praca w marketingu może dawać coś wartościowego światu?”. Zdecydowanie, ale nie zawsze. Tezy Graebera są szczególnie interesujące dla menedżerów i CEO – może im to pomóc zrozumieć dlaczego takie posady są zupełnie niepotrzebne, ani światu, ani firmie, ani samym pracownikom.