Przez stulecia filozofowie zastanawiali się nad tym jaka jest prawda i jak powinniśmy postępować. Dopiero w XIX wieku kilku amerykańskich filozofów uznało, że to złe pytania: dużo ważniejsze jest “co z tego wynika?”

 

Półki księgarń uginają się pod setkami książek, które powiedzą nam jak żyć, jak odnieść sukces i jak zarobić mnóstwo pieniędzy. Korporacje wydają miliardy dolarów na analizy konsumentów. Na ile jednak te wszystkie porady i dane są wartościowe? To zależy. Konsekwentnie stosowana filozofia pragmatyzmu potępiałby rozpoczęcie planowania od zbierania informacji i ich analiz. Najpierw trzeba określić cele i potem zebrać dane, które pomogą ustalić, jak je osiągnąć. 

 

Dla Jamesa prawda jest “instrukcją działania”. Nie ważne “jak jest” tylko “jak to na nas wpływa”.

 

Filozof bardzo nie lubił skrupulatnego, akademickiego języka, trudnych deliberacji i dzielenia włosa na czworo. Jego zdaniem ludzie przez setki lat kłócili się o coś, co i tak nie ma znaczenia. Jako przykład podawał Eucharystię – katolicy wierzyli, że naprawdę jedzą ciało Chrystusa, protestanci, że to tylko symbol. Ale dla Jamesa ten spór był kompletnie jałowy – z punktu widzenia praktycznych skutków w obu przypadkach wyglądało to identycznie.

 

Myśliciel uważał, że jego filozofia jest więc idealną metodą rozstrzygania sporów

 

Można ją też zastosować także w życiu zawodowym: jeżeli jest konflikt między dwoma pracownikami co do tego jak zrobić jakąś czynność, trzeba ustalić co chcą osiągnąć. Jeżeli w obu wypadkach skutek będzie ten sam należy natychmiast zarządzić, żeby każdy robił po swojemu, byleby jak najszybciej skończył. Jamesowi z pewnością spodobałby się model pracy na akord, gdzie płaci się za wykonaną pracę a nie za to ile czasu i jak się pracuje. 

 

William James uważał również, że znalazł odpowiedź na to, co robić w sytuacji, gdy dane nie pozwalają podjąć racjonalnej decyzji. Nazwał to “prawem do wiary”.

 

Filozof odnosił się w ten sposób do kwestii wiary w Boga. Uważał, że nie da się przeprowadzić takiego dowodu, który jednoznacznie określi czy Bóg istnieje, czy nie. Stwierdził więc, że kwestię tą należy potraktować pragmatycznie: zastanowić się jakie skutki ma dla człowieka wiara i pozwolić mu wybrać stanowisko dla niego lepsze. Podobnie w życiu codziennym często spotykamy się z sytuacją, gdy brak jest sensownych przesłanek do podjęcia decyzji. Ale brak decyzji też jest decyzją – trzeba się więc zastanowić czy działanie “na czuja” nie byłoby lepsze niż bezczynność. 

 

Amerykanin niezbyt poważałby również wszelkiego rodzaju ewaluacje i badania zadowolenia klientów. Najlepszą miarą tego, czy klient jest zadowolony jest fakt, że kupuje nasz produkt. 

 

Myśl Jamesa odnosi się nawet do bardzo prozaicznych sytuacji. Co to bowiem znaczy “na dworze intensywnie pada”? Nic innego jak fakt, że jeżeli wyjdziemy bez parasola to zmokniemy, ziemia na zewnątrz jest mokra, w przypadku dłuższej ulewy mogą wystąpić podtopienia itd. Krótko mówiąc fakt to nic innego jak wiązka praktycznych wniosków. Debata o tym co się dzieje gdzieś na końcu wszechświata, gdzie nikt tego nie obserwuje i nie ma szans zaobserwować i nijak to nie wpłynie na nasze życie jest więc pozbawiona sensu. 

 

William James od początku zmagał się z ciężką krytyką. Zarzucano mu, że jego filozofia legitymizuje choćby wiarę w św. Mikołaja

 

W końcu dzieci wierzące w św. Mikołaja mają z tego powodu wiele uciechy, jest to więc z pewnością pożyteczne przekonanie! James musiał przez to poświęcić ostatnie lata życia poświęcił na rozjaśnianie swoich poglądów i odpieranie krytyki. I o ile rzeczywiście będąc skrajnym, naiwnym pragmatykiem można popaść w myślenie życzeniowe, to nie ulega wątpliwości, że skupienie się na skutkach i traktowanie prawd jako użytecznych wskazówek postępowania świetnie sprawdzi się w realiach rynkowej konkurencji.